TransPort Literacki, fot. Filip Bartkiewicz, materiały prasowe.
TransPort Literacki, fot. Filip Bartkiewicz, materiały prasowe.
Kultura i Sztuka

TransPort Literacki. Czy potrzebujemy dziś literackich festiwali?

Maj 2024 roku, Kołobrzeg. Jeszcze czuć chłód w powietrzu, ale i delikatną zapowiedź nadchodzącego lata. Rześka nadmorska bryza chłoszcze twarz jodem i uderza tą niepowtarzalną atmosferą. Niepowtarzalną, bo przecież każdego roku festiwal wygląda inaczej. I co roku przybywają tu nowi uczestnicy, przepełnieni pomysłami i nadzieją. Przekonani, że takie festiwale są nie tylko potrzebne, ale wręcz niezbędne. 

TransPort Literacki jest najstarszym w Polsce, ale też jednym z najstarszych w Europie festiwali literackich. To wydarzenie kulturalne od lat przyciąga miłośników literatury — twórców, odbiorców, piszących i czytających, i tych, którzy cały czas  poszukują swego miejsca w przestrzeni literackiej. Jednak TransPort to znacznie więcej niż tylko obcowanie ze słowem pisanym. Jest tu miejsce na wspaniałą oprawę muzyczną, dopracowane w szczegółach, zaskakujące niejednokrotnie dekoracje, cieszące oko każdego miłośnika sztuk plastycznych. To przestrzeń otwarta zarówno dla twórców z Polski, jak i Europy, miejsce spotkań pokoleń — autorów, którzy mają na koncie wiele wydanych utworów, osób uznanych, docenionych, sławnych, o ugruntowanej pozycji, ale i tych, którzy dopiero rozwijają swój talent i chcą się nim dzielić. Festiwal to kilka dni, podczas których piszący do przysłowiowej szuflady, skrycie marzący o tym, by świat usłyszał o ich twórczości, mogą głośno mówić o swoich pragnieniach. To czas również dla nich — na rozmowy, warsztaty, szukanie przyjaźni i autorytetów-mentorów. I właśnie w tym tkwi siła festiwalu. 

Nie ma znaczenia, ile masz lat, jaki rodzaj literatury lubisz, czy wolisz tworzyć, czy chłonąć to, co już stworzone — TransPort pozwala przenieść się na kilka chwil w rzeczywistość, w której rządzi słowo pięknie oprawione w muzykę, opakowane w nieszablonowe dekoracje. To kilka chwil, które na długo zapadają w pamięć i zmieniają sposób myślenia o sztuce.

Od Legnicy do Kołobrzegu, czyli jak TransPort się przetransportował

TransPort podróżował. I jak to z podróżami bywa, z każdej czerpał nową wiedzę, doświadczenia, które go kształtowały i pomysły na następny raz. Narodził się w Legnicy, dojrzewał we Wrocławiu, mocy nabierał w Stroniu Śląskim, aż w końcu zacumował nad Bałtykiem. Ta wędrówka rozpoczęła się w 1996 roku i trwa do dziś. Ci, którzy śledzą losy TransPortu lub czynnie w nim uczestniczą, wierzą, że twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i festiwal nie raz, nie dwa, wszystkich zaskoczy.

Niezależnie od tego, jaką nazwę przybierał festiwal, gdzie się odbywał, zawsze chodziło w nim o myślenie o literaturze, twórcach i odbiorcach. Europejskie Spotkanie Pisarzy, Fort Legnica, Port Legnica, Port Literacki, w końcu TransPort Literacki — festiwal Biura Literackiego zmieniał się w ciągu lat i szukał swojego miejsca w zmieniającej się rzeczywistości, zresztą z ogromnym sukcesem. Twórcy wydarzenia szybko zrozumieli, że literatura ma sens, gdy zetknie się ją z czytelnikiem. Bez niego nie funkcjonuje, nie żyje. Taka transakcja wiązana — człowiek potrzebuje literatury, a ona jego. I to właśnie festiwal skonfrontował obie strony, słowo i człowiek spotkali się przy wspólnym stole, by wzajemnie się badać, poznawać i wciąż się sobą zadziwiać. Nie sposób bowiem nie odnieść wrażenia, że w tej relacji jest jeszcze wiele do odkrycia, a zatem także do zrobienia. Każdego roku na tych kilka festiwalowych dni czas zwalnia, a uczestnicy starają się maksymalnie go wykorzystać, zanurzając się w tej wyjątkowej atmosferze.

TransPortu Literacki fot. Biuro Literackie.
TransPortu Literacki fot. Biuro Literackie.
Góra z górą się nie zejdzie, ale artysta z artystą tak…

TransPort Literacki jest wyjątkowy pod wieloma względami. Choćby dlatego, że łączy.  Kolejne pokolenia artystów, doświadczenie i debiut, twórców z Polski i Europy, literaturę z innymi dziedzinami sztuki, utwory pisane w duchu klasycznym z nowatorskim spojrzeniem na twórczość. Ponadpokoleniowość, ponadczasowość, otwartość na to, co nowe, inne, zaskakujące, łamiące schematy, wykraczające poza stereotypy, a jeszcze dalej poszukiwanie nowych form wyrazu, ciągła wędrówka w nieznane. Jednak i takie opisanie festiwalu nie określa go całkowicie i nie oddaje jego znaczenia.

TransPort Literacki inspiruje, zachęca, dodaje odwagi i pcha do przodu. Jeśli piszesz, tworzysz, słowa są twoją pasją, nie poddawaj się, nie odkładaj pióra, nie chowaj swoich dzieł do szuflady — krzyczy! Festiwal jest miejscem, gdzie możesz podzielić się swoją twórczością z innymi, masz szansę porozmawiać o tym, co piszesz, a być może, twoje dzieło zostanie docenione i wydane. Ojcowie festiwalu pragną eksponować i promować debiutantów, chcą wyszukiwać wśród zapalonych miłośników literatury prawdziwe perełki, talenty, które powinny rozkwitać i nieść w świat swoje słowa. Stąd pomysł na zorganizowanie warsztatów pisarskich, zaproszenie do pracy nad własnymi tekstami. To szansa, którą otrzymuje każdy twórca, niezależnie od tego, skąd pochodzi, ile ma lat, w jakim stylu i jaki gatunek uprawia. TransPort to Festiwal szans i nadziei.

Piękno tkwi w różnorodności. O niekwestionowanym uroku Festiwalu

Wczesnym rankiem w Kołobrzegu zaczynają się warsztaty dla pisarzy i pisarek, którzy przywieźli do nadmorskiego miasta swoje marzenia o debiucie. Przez kilka dni będą dzielić się swoją twórczością, słuchać opinii innych piszących, zdobywać wiedzę o tym, jak powinni pracować nad swoim dziełem, w jaki sposób doskonalić pisarski warsztat. Niewielkie grupy spotykają się w hotelowych salach, na tarasach i na plaży, by wraz z prowadzącymi analizować swoje utwory. To aż kilka tematycznych pracowni (poetycka, prozatorska, dramatyczna, przekładowa) prowadzonych przez autorów związanych z Biurem Literackim. 

Po kilku godzinach intensywnej pracy przychodzi czas na kolejną ucztę — czytania premierowych książek, poznawanie twórczości gości z Europy, rozmowy i wywiady. Pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem można zrobić zakupy (zaopatrzyć się w zestaw nowych lektur) i wypić smaczną kawę. Można też włączyć się w rozmowy, które toczą się tu całymi dniami. Każde spotkanie to potężna dawka wiedzy o tym, co pisze i czyta się w Polsce i Europie, o nowych formach wyrazu, poruszanej tematyce, sposobach dotarcia do odbiorcy. To pytania o przyszłość literatury, o jej kształt, zadania i miejsce w dzisiejszym  świecie. Każdy dzień Festiwalu zwieńczają koncerty, spotkania i dalsze dysputy na nadbałtyckiej plaży. Szum fal towarzyszy dźwiękom instrumentów i szmerom cichych rozmów. Gdy zapada wieczór i scenę rozświetla światło, siedzący na leżakach uczestnicy Festiwalu mogą już powoli szykować się na kolejny dzień atrakcji, wymieniając ostatnie opinie na temat tego, czego mogli doświadczyć w ciągu minionego dnia. Wymiana wrażeń będzie im jeszcze towarzyszyć w drodze do hotelowych pokoi. Pozostanie też z nimi uczucie niedosytu, tak charakterystyczne dla TransPortu. Gdy festiwalowe dni dobiegają końca i nadchodzi czas na szybkie podsumowanie i pamiątkowe zdjęcia, w każdym uczestniku rodzi się mnóstwo pytań. O to, co będzie dalej, czy efektem pracy nad książką będzie jej wydanie, czy zawarte znajomości przetrwają próbę czasu? A nade wszystko, w jakim kierunku rozwinie się literatura, czym jeszcze nas zaskoczy, czego nas nauczy, o czym opowie? Czy za rok spotkamy się na kolejnym przystanku i w jakiej roli każdy z nich wystąpi?  W naszych transportowych duszach pojawi się niedosyt, bo przecież tych kilka dni nie wystarczyło, by się nasycić i zachwycić na zapas. Przez krótki czas każdy uczestnik znalazł się w innej przestrzeni, bo każdy inaczej zinterpretował to, co zobaczył i czego doświadczył. Siła Transportu tkwi także w tym, że zmusza do zatrzymania i zadumy. Możesz nie rozumieć, możesz nawet się nie zgadzać z przedstawioną wizją literatury, czuć inaczej, ale nie zaprzeczysz, że Festiwal robi wrażenie, a ty chcesz jeszcze więcej. Z ciekawości, z potrzeby powrotu do rzeczywistości, która jest tak nierzeczywista i niecodzienna.  

Po co nam festiwale literackie?

Dziś, gdy jedni grzmią, że poziom czytelnictwa drastycznie spada, gdy wydaje się, że kontrolę przejmuje AI,  po drugiej stronie odzywają się głośne głosy, że literatura nadal kwitnie, że zmienia się, przechodzi kolejne metamorfozy, ale ma się świetnie. W młodych wciąż żyje pragnienie tworzenia, kolejne pokolenia potrzebują, by oddać im głos, pozwolić wyrażać się przez literaturę. TransPort Literacki od lat pokazuje, że potrzeba tworzenia i kreowania rzeczywistości literackiej jest ogromna. Każdego roku na festiwalowych wydarzeniach zjawiają się pasjonaci, ludzie, którzy są przekonani, że sztuka dopełnia nasze życie, że bez niej byłoby pusto, szaro i nieciekawie. Może na co dzień ciężko się spotkać, wymienić myśli i poglądy, wesprzeć wzajemnie i natchnąć nadzieją, jednak kołobrzeskie wydarzenie daje czas i przestrzeń, by połączyć siły. Tu nikt nie ma wątpliwości, że festiwale literackie są potrzebne. Tu nikt nie zadaje pytania, po co to wszystko? Po co miesiące przygotowań, po co cały ten organizacyjny zamęt? 

TransPort staje w kontrze do grzmiących, że z literaturą w Polsce nie jest dobrze. Pokazuje, że jedynym problemem może być brak szansy, przestrzeni i czasu. Festiwal wszystko to nam oferuje — miejsce i kilka chwil, możliwość dyskutowania, konstruktywnej krytyki i wskazywania dróg. Nie pytajmy, czy takie festiwale są nam potrzebne. Po prostu wybierzmy się na kolejny TransPort, by poczuć, że jak mówi jego twórca, Artur Burszta „może nie uzdrawia on świata, ale zmienia tych, którzy w nim uczestniczą…”

Czytaj więcej