Film, Kultura i Sztuka

Pytania, które otworzyły drzwi do wspomnień

Pierwsza miłość przy sezonowych pracach na wsi. Wspólne śpiewanie podczas zbioru ziemniaków. Motocykl czekający pod oknem. Słowo „kocham” wypowiadane z powagą decyzji, która miała obowiązywać przez całe życie. A później samotność po śmierci męża. W krótkometrażowym filmie „Za moich czasów” reżyserka Iga Lis buduje opowieść z autentycznych rozmów telefonicznych między babciami a wnuczkami, zapraszając widza do bardzo osobistej przestrzeni. Pojawiają się wyznania i refleksje, które rzadko trafiają do codziennych rozmów. Powstaje z nich intymny portret kobiecego doświadczenia miłości – opowiedziany z perspektywy czasu. O źródłach tej historii opowiada reżyserka filmu Iga Lis.

Plakat krótkometrażowego filmu ,Za moich czasów', reż. Iga Lis
Plakat krótkometrażowego filmu Za moich czasów, reż. Iga Lis

W Twoim filmie telefon staje się narzędziem bardzo intymnych wyznań. Brak bezpośredniego spojrzenia w oczy ułatwia szczerość?

Iga: W naszym wypadku to był wybór praktyczny. Większość z naszych bohaterek była geograficznie oddzielona od swoich babć, więc rozmowy telefoniczne były jedyną możliwością. Być może brak spojrzenia w oczy rzeczywiście ułatwia szczerość, a może po prostu po raz pierwszy ktoś zadał naszym bohaterkom takie pytania.

Łatwo było przekonać babcie do podzielenia się swoją historią? Od początku wiedziały, że ich słowa znajdą się w filmie?

Wszystkie babcie od początku miały świadomość, że rozmowy są nagrywane i że mogą stać się częścią filmu. Ich udział był w pełni świadomą decyzją. To jest dla mnie absolutnie podstawowa kwestia etyki pracy dokumentalnej – bohaterowie muszą wiedzieć, w czym uczestniczą i mieć możliwość podjęcia tej decyzji w sposób wolny i świadomy. Prawdę mówiąc, przekonanie ich do podzielenia się swoją historią okazało się dużo łatwiejsze, niż się spodziewałam. Pod koniec pracy nad projektem, rozmawiając z Julią Grzeszczak – producentką filmu, a prywatnie moją najlepszą przyjaciółką – doszłyśmy do wniosku, że wiele z naszych bohaterek być może czekało całe życie na to, żeby ktoś zadał im takie pytania. I może też, choć na chwilę, uwolnić się od ciężaru tych doświadczeń.

Zdjęcie z planu krótkometrażowego filmu ,Za moich czasów', reż. Iga Lis
Zdjęcie z planu krótkometrażowego filmu Za moich czasów, reż. Iga Lis

Jesteś także jedną z bohaterek rozmów. Brzmią one momentami jak prywatny pamiętnik. Zanim powstał film, rejestrowałaś podobne zwierzenia tylko dla siebie?

Ten pomysł chodził mi po głowie już od jakiegoś czasu. Po raz pierwszy pomyślałam o czymś takim, kiedy mój dziadek zachorował. Pojawiła się wtedy we mnie potrzeba nagrania rozmowy, w której mógłby odpowiedzieć na pytania, których wcześniej nigdy mu nie zadałam. Wiem, że wiele osób robi coś podobnego w ramach rodzinnych kronik czy archiwów pamięci. Ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowałam, bo nie chciałam, żeby mój dziadek poczuł, że jego choroba staje się pretekstem do projektu. Czułabym się z tym nie w porządku. Kilka miesięcy później Julia była przy mnie, kiedy rozmawiałam przez telefon z moją babcią. Powiedziała wtedy, że jest pod wrażeniem naszej relacji i tego, jak ze sobą rozmawiamy. Zaczęłyśmy zastanawiać się nad tym, jak różne mogą być relacje wnuczek z ich babciami. Wtedy pojawił się pomysł, żeby stworzyć projekt oparty właśnie na takich rozmowach. I w ten sposób stopniowo narodziła się forma filmu, którą ostatecznie widzimy na ekranie.

Zdjęcie z planu krótkometrażowego filmu ,Za moich czasów', reż. Iga Lis
Zdjęcia z planu krótkometrażowego filmu Za moich czasów, reż. Iga Lis
Zdjęcie z planu krótkometrażowego filmu ,Za moich czasów', reż. Iga Lis

Otwarte mówienie o miłości i własnej przeszłości może wymagać przełamania pewnych barier. Udział w tak szczerej wymianie doświadczeń był dla bohaterek nowym przeżyciem?

To było bardzo różne w zależności od relacji między bohaterkami. Dla niektórych była to rzeczywiście pierwsza taka rozmowa w życiu. Z drugiej strony miałyśmy też bohaterki, które od zawsze były bardzo blisko ze swoimi babciami. Jedna z bohaterek nawet mieszkała z babcią na codzień. Ten szeroki zakres bliskości był dla nas bardzo interesujący.

Zauważasz różnice w tym, jak starsze i młodsze pokolenie mówi o uczuciach?

Staram się unikać zbyt dużych uogólnień, ale pracując nad tym projektem zaczęłam zauważać pewien powtarzający się mechanizm: często brak otwartości na mówienie o uczuciach u starszego pokolenia nie wynika z charakteru czy z tego, że ktoś jest bardziej zamknięty albo introwertyczny. Bardzo często wynika raczej z poczucia, że nie chce się być dla innych ciężarem. Wiele z tych kobiet przez całe życie było przyzwyczajonych do tego, żeby radzić sobie same i nie obciążać nikogo swoimi emocjami. Jednocześnie miałam wrażenie, że kiedy ktoś naprawdę chce ich wysłuchać i daje im na to przestrzeń, ta otwartość pojawia się bardzo naturalnie.

W jednej ze scen bohaterka wspomina, że całe życie była „niewolnicą”, a teraz jest „służącą”. W trakcie rozmowy z oddali słychać wołający ją, męski głos. Odpowiada krótko „idę” i przerywa wyznanie.

Zakładałaś, że w tej opowieści o miłości wybrzmią także wyraźnie gorzkie doświadczenia?

Dla wielu kobiet ta opresja jest czymś, co towarzyszy im przez całe życie. Bardzo zależało nam na tym, żeby w filmie pojawiła się również ta druga strona opowieści o miłości.

Pracując nad materiałem pojawił się moment, w którym film zmienił kierunek i odsłonił coś innego, niż pierwotnie zakładałaś?

Na początku wyobrażałyśmy sobie ten film trochę inaczej. Myślałyśmy, że to będzie pewnego rodzaju dialog między pokoleniami. W trakcie montażu zaczęłyśmy jednak coraz wyraźniej czuć, że najważniejsze w tym materiale są właśnie historie babć. Ten film ostatecznie stał się przede wszystkim filmem o nich.

Film miał pokazy na festiwalach takich jak San Francisco Film Festival Doc Stories, London Short Film Festival, 27th Thessaloniki International Documentary Festival, Millennium Docs Against Gravity, Palm Springs International ShortFest oraz Nòt Film Fest, zdobywając wyróżnienia i miejsca w selekcjach konkursowych. Zdjęcia wykonała Nadia Szymańska, montaż: Tomasz Naruszewicz, muzyka: Bartosz Kruczyński, produkcja: Julia Grzeszczak.

Czytaj więcej