Zdjęcie z profilu Instagram Jana Sajdaka (@jansajdak) – rzeźba autorstwa absolwenta Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie.
Zdjęcie z profilu Instagram Jana Sajdaka (@jansajdak) – rzeźba autorstwa absolwenta Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie.
Kultura i Sztuka

Natura i sztuka splecione w jedność

Tej jesieni odwiedzamy ośrodek artystów organiczników – Osadę Leśną Gałązen położoną u podnóża Gór Świętokrzyskich. Przyjechaliśmy na zaproszenie gospodarzy, aby wziąć udział w wydarzeniu łączącym wiele gałęzi sztuki, zatytułowanym „Wiele rytmów – jedna Jednia”. Minęło prawie 10 lat od czasu, gdy pracowałam tu pośród innych twórców i tymczasowo współtworzyłam to miejsce.

Do Leśniczówki w Dąbrowie Dolnej dojeżdżamy chwilę po zapadnięciu październikowego zmroku. Szukamy miejsca do zaparkowania na poletku obok dużego drewnianego budynku porośniętego dzikim winem i otoczonego żywopłotem z wierzbowych rzeźb. W delikatnych światłach padających gdzieniegdzie z okien leśniczówki widać parę osób wędrujących między domem a zabudowaniami gospodarczymi. Najważniejsze – poza domem – zadaszone miejsce to wielka stodoła teraz pełna materiału plecionkarskiego i różnej wielkości plecionych form: lamp, kokonów, rzeźb organicznych. Wszystko to powstało z gałęzi wierzb, brzóz i mirabelek, cienkich witek, mchu i sitowia. Stodoła bywa pracownią warsztatową, salą koncertowo-teatralną, przestrzenią wystawową, ale też miejscem odpoczynku.

Zdjęcie z profilu Instagram Jana Sajdaka (@jansajdak) – rzeźba autorstwa absolwenta Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie.
Zdjęcie z profilu Instagram Jana Sajdaka (@jansajdak) absolwenta Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie.

Słychać ciche rozmowy, wśród gości zgromadzonych w obejściu można wyczuć atmosferę wyczekiwania. Wiemy, że ma to być widowisko wędrowne, więc pytamy, w którym miejscu teraz się rozgrywa jego akcja. Po chwili stoimy za stodołą w kręgu uczestników, z których kilka osób rozpoznajemy, a one witają nas serdecznymi uściskami, w blasku płomieni wydobywających się z ogromnego zmurszałego pnia. Snop iskier unosi się w niebo, kiedy Wolf długim kijem rozgarnia żar w ziejącej ogniem gardzieli pnia. Takie pnie spróchniałe od środka, we wnętrzu których rozpala się ogień i pozwala mu gładzić słoje drewna i tworzyć satynową powierzchnię czarną jak heban, są nazywane dudłami. Nazwa pochodzi z języka łemkowskiego, od dudniącego dźwięku, jaki wydają puste w środku pnie. Czekamy na Krzysztofa Wronę – gospodarza osady, artystę wędrownego, który kocha teatr, muzykę i naturalne formy plastyczne. Jest autorem projektów wnętrz organicznych, poetą, gawędziarzem. Od wielu lat ćwiczy swój głos w śpiewie alikwotowym.

Jest z nami Daria Kozłowska – gospodyni tego miejsca, wytrawna rysowniczka i malarka, która pracuje z tkaniną, plecie z sitowia, tworzy poezję (i pokrywa nią ogromne płótna), a także gra na gitarze i śpiewa. Jest ubrana w długą marszczoną sukienkę i krótki kożuszek. Jej strój świetnie koresponduje z czasem powstania Leśniczówki. Historia budynku sięga prawdopodobnie 1925 roku. Tych dwoje zamieszkało tutaj, gdy ów modrzewiowy dwór, należący obecnie do Świętokrzyskiego Parku Narodowego, liczył sobie już około 80 lat. Krzysztof i Daria od ponad 20 lat wspólnie szerzą ideę sztuki organicznej i umiejętnie angażują czwarte już pokolenie w działania na rzecz edukacji ekologicznej. Przygotowują spektakle (Krzysztof nazywa je dziwowiskami), warsztaty, koncerty, coroczny Festiwal Wędrowania, projektują swoją ekologiczną osadę i starają się wspierać zrównoważony rozwój Świętokrzyskiego – regionu, który dawno stał się ich domem, choć oboje pochodzą z innych krańców Polski.

Zdjęcie z profilu Instagram Jana Sajdaka (@jansajdak) – rzeźba autorstwa absolwenta Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie.
Zdjęcie z profilu Instagram Jana Sajdaka (@jansajdak) absolwenta Wydziału Rzeźby ASP w Warszawie.

Przemieszczamy się po obejściu i oglądamy kolejne wspólne dzieła przyrody i człowieka: tląca się dudła przy studni, rozżarzona dudła za stodołą, ognisko z dopalających się dudeł pod łozinową żywą kopułą, żar pośrodku kręgu ułożonego przez Marka z dębowych korzeni wyrzeźbionych przez wiatr i deszcz. Około godziny 21 Daria i Gosia zapraszają gości na otwarcie miniwystawy do… ciasnego przedsionka łączącego dwie części domu. Na pięknie odrapanych ścianach zawisły tu rysowane i pisane prace Darii Kozłowskiej i stanęły filigranowe odlewy rzeźbiarskie Małgorzaty Kupper. Autorki prac zasiadają na szczycie drewnianych schodów prowadzących na strych, spoglądają na wszystkich z góry i zachęcają do zajmowania miejsc poniżej. Po chwili kolejno każda z nich opowiada o swojej drodze twórczej, inspiracjach, technikach i celach. Jest już po 22. Dopiero kiedy myślimy, że to już koniec wrażeń dzisiejszego wieczoru, do akcji wkracza Krzysztof ubrany w lnianą, wiązaną pod szyją koszulę. – Idziemy w las! – nawołuje.

– Jak to – myślę – po nocy w las? – Ale znam trochę Krzysztofa i wiem, że pewnie najciekawsze zostawił na koniec. Ruszam więc z innymi za śpiewającym zespołem Gałązen.

Małymi grupkami wędrujemy w świetle pochodni przez podwórko i ogród warzywny, za stodołę, mijamy miejsce, gdzie kiedyś był staw, i wychodzimy na rozległe pole. Pod rozgwieżdżonym niebem dostrzegamy rzeźby z gałęzi tworzące plenerową galerię. W ciemności i z daleka mam wrażenie, że to żywe rzeźby, czyli zaplecione z wierzb zakorzenionych w ziemi. Tym razem jednak zamysł Krzysztofa jest inny. Okazuje się, że zaraz się odbędzie ceremonia pożegnania przyniesionych tutaj wiklinowych obiektów, które miały już po kilka lat i gdzieniegdzie zaczęły murszeć i się łamać. Na polu zaczyna znów płonąć kolejno kilka mniejszych ognisk. Początkowo ciemny rysunek zaplotów widać bardzo wyraźnie na tle blasku ognia. Potem wzory z gałęzi stapiają się kolorem z czerwonym płomieniem, a następnie powoli osypują się na ziemię, obrócone w popiół. Użyźnią glebę dla nowych pokoleń wierzb i brzóz… A następni twórcy z wyrosłej tu łoziny zbudują swoje formy w porozumieniu z naturą.

Taki jest cel ich działań – aby na terenach Pasma Łysogórskiego rozwijała się kultura źródeł wyrażająca się w architekturze organicznej, edukacji w przyrodzie za pośrednictwem teatru i muzyki, w korespondencji z rolnictwem ekologicznym. Po to ponad 20 lat temu stworzyli Stowarzyszenie na rzecz Odnowy Wsi „Odnowica” i swoisty dom pracy twórczej dla artystów organiczników. I do dziś nie przestają przyciągać nowych talentów do życia i tworzenia w naturze. Długo można by wymieniać postacie związane przez lata z Osadą Leśną w Dąbrowie Dolnej. Prócz wspomnianych wcześniej między innymi są to: rzeźbiarze Ewa Dąbrowska i Jan Sajdak, muzycy Zofia Fuglewicz, Teodor Fuglewicz i Mateusz Pleśniak, pisarz, liberat (sic) i muzyk Radosław Nowakowski, muzyk i aktor Asteniusz Cuprjak oraz jego żona Dorota, muzycy i twórcy teatru Katarzyna Żytomirska i Piotr Pardela; a także członkowie ich rodzin, przyjaciele i znajomi.

Krzysztof kładzie w ten sposób podwaliny pod budowę „Polski Źródeł, czyli społeczności złożonej z ludzi będących w procesie budowania siebie sobą w poszukiwaniu nowych form przeżywania, z osób i całych rodzin odchodzących od skomercjalizowanych subkultur, by żyć w otoczeniu przyrody i niezafałszowanej tradycji”. Istotą tej pracy jest tworzenie zdarzeń, które mogą być wydarzeniami w życiu odbiorców. Z wyprawy w Świętokrzyskie wracamy następnego dnia z owocami ze starych jabłoni i grusz, z głowami pełnymi opowieści i planów Krzysztofa, a także z nadzieją, że ta osada będzie trwać i rosnąć, pielęgnowana przez pasjonatów. Oni zaś zostają w Leśniczówce na skraju lasu i gór. Za kilka dni zaczną przygotowania do listopadowych dni zadumy, które również obchodzą co roku na swój własny sposób – nad rzeką, na łące, w lesie.

Czytaj więcej