Christian Dior, 1947 Francja, fot: Keystone. Getty Images.
Christian Dior, 1947 Francja, fot: Keystone. Getty Images.
Moda

Domy mody, które przetrwały pokolenia

Kreatywność i wyczucie rynku to jeszcze za mało, aby zapisać się w historii jakiejkolwiek dziedziny: haute couture żąda zaś jeszcze więcej niż powszednie rzemiosło. Pragnie uwielbienia i docenienia przez ludzi, którzy w danej chwili i w danym miejscu tworzą historię. Domy mody – Chanel, Dior, Hermès – to nie tylko historia wizjonerek i wizjonerów, którzy zapragnęli pokazać światu ich pomysły – odważne, szokujące, pełne artyzmu. To w równej mierze opowieść o ludziach, którzy dali owym artystom szansę: dzięki którym marki budzą skojarzenia, rozpalają emocje i trwają przez pokolenia. 

Marlena Dietrich (któż jej nie zna?) zwykła doceniać wyłącznie francuskie igły i nici – owe dość niepozorne atrybuty wielkiego krawiectwa nigdzie poza Paryżem nie mogły równać się jakością i wytrzymałością. Również i w Paryżu najpewniej zapytała Coco Chanel dlaczego – po 15-letniej przerwie – postanowiła wrócić do świata mody i ponownie otworzyć dom Chanel.  “Gdyż umieram z nudów” – odpowiedziała jej Gabrielle zwana Coco. 

Niegdyś, jeszcze przed wojną, dom Chanel szył dla Marleny garnitury – męskie z pozoru, takie, jakich ówczesne ulice widziały tysiące, dziesiątki tysięcy, miliony. A jednak: wyjątkowe, tylko dla niej, dla “boskiej Marleny”, podkreślające jej naturę – z jednej strony buntowniczą, z drugiej zaś pragnącą po prostu dosięgnąć tego, czego kobietom wielokrotnie odmawiano. Po wojnie, w 1954 roku, po wielkim powrocie na światową scenę mody, to właśnie prostota stała się manifestacją nowej twarzy Chanel – żakiet ze spódnicą do kolan, zwyczajny, nieskomplikowany. Zupełnie inny wizerunkowo, a jednak u źródła wciąż podobny do kreacji lat 20. XX wieku, odrzucających krępujący przepych. Dom, który szył dla Marleny – czyż to samo w sobie nie zachęciłoby rzeszy turystów przyglądających się witrynom Chanel? Nie pozwoliłoby im stać się – choćby na moment – tymi małymi trybikami dziejów, którzy powiedzą o sobie: “jestem jak ona? Noszę to co ona”? Podczas gdy Coco Chanel konsekwentnie burzyła mury ograniczające kobiecą modę, zastępując je prostotą i pięknem, Thierry Hermès, niecały wiek wcześniej, pragnął przypodobać się paryskiej arystokracji. Do Francji trafił z Niemiec i bardzo szybko zyskał renomę niezwykle utalentowanego rzemieślnika, tworzącego… uprzęże dla koni. Modernizujący się Paryż stawiał na eleganckie powozy, będące wizytówką zamożnych mieszkańców. Uprzęże, a następnie siodła – wykonywane na zamówienie – staną się wkrótce flagowymi produktami domu Hermès, znajdującymi poklask nawet na dalekim dworze Mikołaja II. 

Dziś sprzęt jeździecki to już niewielka część portfolio Hermès, ale konny powóz niestrudzenie zdobi logotyp marki. Hippiczna tematyka marki do dziś jest zresztą widoczna we wzornictwie słynnych apaszek Hermèsa – konie i jeźdźcy niestrudzenie zdobywają ulice – niegdyś de facto, dziś jako ulotnie mijany wzór na szyi eleganckiej damy… Prócz jeźdźców można odnaleźć tam również siodła i uprzęże, niegdysiejsze atrybuty firmy. Firma zaś, pomimo drastycznych nieraz zmian i przeobrażeń, ciągle znajduje się w rękach jednej rodziny – nie ma przy tym powodu, by silić się na przesadny sentymentalizm: pieniądz zawsze pozostanie wszak głównym wyznacznikiem zmian i przeobrażeń – zarówno w modzie, jak i wśród społeczeństwa. Jak przed wiekami w domu Hermèsa możni Paryża pragnęli doskonale dopasować uprzęże do karet i wierzchowców, tak i dziś wyroby paryskiego domu służą celom… zgoła podobnym. “Vouge” donosił o celebrytkach, które publicznie pokazywały się z torebkami Hermès – zawsze doskonale zaplanowanymi jako część ich szerszego anturażu. Victoria Beckham albo Lady Gaga dobierały torebki pod barwy ich kreacji… 

Czy to marketing, public relations a może czyste upodobanie? Z pewnością chęć zaprezentowania się w pewien sposób, który nie może być uznanym za przypadkowy – to zaś buduje, hartuje wręcz renomę marki, dla której stagnacja byłaby nieznośnie bolesna. Victoria Beckham czy Lady Gaga mogłyby jeszcze bardziej nakręcić społeczno-kulturową machinę biznesu niż zapomniana przez niektórych Marlena Dietrich: rzucić tłumy w objęcia mody współczesnej, pozwolić czuć się im wyjątkowymi, chcianymi, ważnymi… 

Być może takimi też chciał uczynić kobiety Christian Dior, gdy po latach wojennej reglamentacji w Europie królowały niezmiennie prostota, umiar i nużąca powściągliwość. Na samym początku, w lutym 1947 roku kolekcja wizjonera nie miała jeszcze miana New Looku – ale już wówczas szokowała i otwierała oczy, rażąc rozmachem ton materiału, które miały na celu zmyślnie upiąć i upiększyć kobiecą sylwetkę, przez ostatnie lata skrępowaną ograniczeniami wojennej gospodarki. 

Coco Chanel, marzec 1931.

W 1951 roku w olśniewającej kreacji Diora księżniczka Małgorzata witała 21 rok swojego życia; ceremonia w Sandringham House przeszła do historii, a wymęczeni wojną i stagnacją Brytyjczycy ujrzeli nowe oblicze monarchii – promieniujące młodością, pięknem i nadzieją. Rok później siostra Małgorzaty – Elżbieta – obejmie brytyjski tron. Obywatele witali nową królową – młodą, bajkową, zwiastującą pragnienie lepszych czasów. Nadzieje te rozlewały się po Europie i po świecie – tak w Londynie, jak i w Paryżu, owej stereotypowej, filmowo-popkulturowej stolicy mody, gdzie jednak w pełni rzeczywiście odradzały się idee modowego wyzwolenia, ciągle innego, ciągle nowego… Pierwotne lokalizacje wszystkich trzech domów mody tworzą rogi wielkiego trójkąta obejmującego szeroką połać terenu w 8. dzielnicy Paryża – tam, w jego obrębie, na Polach Elizejskich i w Pałacu Elizejskim, na Placu Zgody, w parku Monceau, w setkach gmachów i kamienic – żyli, przebywali i tworzyli oni; architekci dziejów; ludzie. Wpływowi, znaczący, czasem przygodni i przemijający. Dzięki nim – a było ich tak wielu i wielu jeszcze będzie – tradycja haute couture trwa, rozprzestrzenia się i nie przemija pomimo ogólnoświatowej ucieczki od jakości. Moda ulega zmianom szybszym nawet niż te, które dotykają modernizującego się społeczeństwa. Są marki, przedmioty i nazwy, które tworzą legendy i budują własne dziedzictwo, zawsze sięgając w bogatą przeszłość: i chociaż człowiek zmienia się i ewoluuje, pozostaje jednak ciągle sobą. 

Może właśnie dzięki temu – dzięki sylwetkom wszystkich świadków dziejów – społecznych i modowych – renoma świątyń haute couture pozostaje niezmienna: oparta o jakość i indywidualizm w tworzeniu, o budowanie oczekiwań i pragnień, które wielu będzie chciało spełnić: o kreowaniu i spełnianiu marzeń, choćby tych skromnych marzeń o chęci doświadczenia namiastki paryskiego blichtru, marzeń o muśnięciu powierzchni lepszego świata. We współczesnym Paryżu, zdominowanym przez masową turystykę i przetrawionym przez popkulturę coraz trudniej już o doświadczenia niebanalne, jednostkowe; Niemniej jednak domy mody, kuszące renomą i historią, pozwalają dotknąć tego, co na co dzień jest nieosiągalne, a zatem – wyjątkowe.

Doskonałe rzemieślnictwo i kreatywność pociągały za sobą tłumy – ale wśród wszystkich przechodniów Paryża znajdowały się nieraz jednostki nietuzinkowe. Czasami ich obecność stanowiła najlepszą rękojmię jakości i trwałości: pozwalała zapomnieć o marce samej w sobie, a pomyśleć o ludziach, którzy byli częścią jej historii.

Czytaj więcej