Zanim Alexander George Edward Crossan stał się jednym z najbardziej wpływowych producentów swojej generacji, zanim trafił na listy przebojów, a jego nazwisko padło na galach Grammy, był nastolatkiem z Guernsey, który dłubał przy Abletonie i szukał sampli w najciemniejszych zakamarkach YouTube’a. Historia Mura Masy to nie tylko opowieść o błyskawicznym awansie na światową scenę elektroniczną, lecz także o roli technologii, samodzielności twórczej i cyfrowych społeczności, które ukształtowały nową generację muzyki.
Crossan dorastał w środowisku dalekim od klubowego Londynu. Guernsey nie kojarzy się z rewolucją brzmieniową, ale to właśnie tam młody Alex grał na gitarze, basie, perskusji, a nawet śpiewał. Grał w zespołach punkowych, hardcore’owych, deathcore’owych, a nawet gospelowych. Obcowanie z różnymi stylami stało się dla niego później polem do eksperymentów i bodźcem pchającym go do łączenia elementów z pozoru do siebie nie pasujących. W wieku 15 lat zaczął samodzielnie produkować muzykę. Nie miał wielkiego studia, mentorów ani rozbudowanego zaplecza. Wystarczył mu komputer, dostęp do internetu i ciekawość świata muzyki. Technologia była jego drzwiami do świata, w którym szybko znalazł inspiracje: Hudson Mohawke, James Blake, Cashmere Cat czy SBTRKT. Jednocześnie fascynowały go zespoły takie jak Gorillaz i The Smiths. Mieszanka emo wrażliwości gitarowej, klubowej energii i cyfrowego sznytu położyły podwaliny jego wczesnych produkcji.
W wieku 16 lat Crossan zaczął tworzyć w Abletonie. Rok później wrzucił pierwsze utwory na SoundCloud, kryjąc się pod pseudonimem Mura Masa (imieniem japońskiego kowala Muramasy Sengo, które znał z anime i gier Nintendo). To SoundCloud stał się jego pierwszą sceną, miejscem, gdzie mógł pracować bez nadzoru wytwórni, testować brzmienia i budować własną estetykę, zanim jeszcze pomyślał o profesjonalnej karierze. Wczesne utwory Mura Masy były mieszanką hip-hopowych bitów, wschodnioazjatyckich brzmień shakuhachi, pianina i glitchowej elektroniki. „Lotus Eater”, czyli jeden z pierwszych utworów, który zwrócił uwagę branży trafił na antenę BBC Radio 1, a grali go m.in. Zane Lowe, Annie Mac i Huw Stephens. To rzadkość dla producenta, który wciąż zasilał swoje konto SoundCloud z pokoju nastolatka.
Mura Masa od początku traktował technologię nie jako barierę, lecz jako furtkę do pełnej samowystarczalności. Własne sample, własne wokale udające sample, własne poszukiwania w internecie. Crossan od lat pracuje w modelu „zrób to sam”, który przyjęło wielu twórców jego pokolenia. To właśnie do tego doświadczenia nawiązuje jego album „Raw Youth Collage” (R.Y.C.), w którym analizuje nostalgię i emocjonalny chaos generacji dorastającej w erze internetu. To opowieść o millenialsach i post-millenialsach, którzy przeżywali pierwsze miłości na komunikatorach, odkrywali muzykę na SoundCloudzie, a technologię traktowali jako przedłużenie własnej wrażliwości. R.Y.C. jest więc kolażem wspomnień. Można powiedzieć, że analogowym w treści, ale w cyfrowej estetyce.

Przełomem stał się jego mixtape Soundtrack to a Death z 2014 roku, który najpierw zawisł na SoundCloudzie, a potem został wydany globalnie przez Jakarta Records. Nastoletni producent, który jeszcze chwilę wcześniej przeszukiwał YouTube’a w poszukiwaniu inspirujących sampli, nagle znalazł się na radarze wytwórni w Europie i USA. W 2015 roku założył własną wytwórnię Anchor Point Records. Ten krok z perspektywy czasu był niemal symboliczny. Crossan od początku stawiał na kontrolę nad własną twórczością. Anchor Point stało się domem nie tylko dla jego projektów, lecz także dla Bonzai i Jadu Heart, dwóch artystów, których estetyka przenika się z jego wizją. W tym samym roku wydał EP-kę Someday Somewhere, z której pochodził hit „Lovesick”. Wersja z A$AP Rockym stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów w jego karierze, docierając do 59. miejsca na brytyjskiej liście singli i dominując viralowe playlisty Spotify. Do dziś jest to najpopularniejszy utwór na kanale YouTube Mura Masy.
Od debiutu do klasyka nowej elektroniki
Debiutancki album Mura Masa (2017) umocnił jego pozycję jako jednego z najciekawszych producentów młodego pokolenia. Gościli na nim m. in. Damon Albarn, Nao, Christine and the Queens, Charli XCX, czy wspomniany już A$AP Rocky. Krążek zebrał świetne recenzje, zadebiutował na 19 miejscu listy sprzedaży w Wielkiej Brytanii, a jego estetyka (lekka, połamana, pełna połyskliwych melodii) stała się rozpoznawalnym stylem epoki. Album zdobył w 2018 roku dwie nominacje do nagrody Grammy w kategoriach: best recording package (nagroda przyznawana za wizualny wygląd albumu) oraz najlepszy album elektroniczny/taneczny. Natomiast już rok później remix „Walking Away” dla zespołu Haim przyniósł Crossanowi statuetkę w kategorii “Najlepsze zremiksowane nagranie – muzyka rozrywkowa”. A jednak, pomimo błyskawicznego sukcesu, nie porzucił swoich korzeni w SoundCloudowym DIY. Nie przeniósł się w świat megabudżetowych produkcji. Zamiast tego stale eksperymentował, łącząc klubowy minimalizm z emocjonalną szczerością. W najnowszych wypowiedziach artysta podkreśla, jak mocno zmieniło się jego podejście do muzyki dzięki występom w klubach. Gdy opowiada o trasie i nowej EP-ce Curve+1, mówi o potrzebie powrotu do realnych doświadczeń, tj. do ciała, ruchu, wspólnoty. Crossan deklaruje, że gdyby mógł, wprowadziłby zakaz telefonów w klubach.
,,W klubie musisz naprawdę być obecny, nie przez ekran” – podkreślał w rozmowie na antenie Czwórki Polskiego Radia. To pragnienie bezpośredniości przypomina jego fascynację Daft Punk: prostotą przekazu, którą odbiera się fizycznie, a nie tylko wizualnie.
DJ-ka ustawiona pośrodku sali, brak barier, lokalni artyści na supportach. To wszystko elementy, które tworzą bardziej egalitarne środowisko. Crossan widzi, że klasyczna klubowa noc przechodzi transformację (np. na rzecz dziennych rave’ów), ale pozostaje optymistą. Według niego o sile clubbingu decydują ludzie, kuratorstwo i energia, a nie format wydarzenia.
„Curve 1” i „Curve+1”: nowy etap wolności twórczej
Jego najnowsze projekty: album Curve 1 i EP Curve+1, oznaczają radykalny zwrot w stronę eksperymentowania i zabawy formą. To muzyka bardziej surowa, mocniej klubowa, bardziej performatywna, oferująca najwięcej podczas słuchania na żywo. Crossan odchodzi od głośnych featuringów na rzecz organicznego budowania klimatu samplami.
W „Curve 1” słychać melancholię, która kontrastuje z taneczną energią. Ta dwoistość sprawia, że album jest jednocześnie introspektywny i imprezowy. A co najważniejsze: jest projektem, który Crossan nagrał, bo mógł, a nie dlatego, że musiał trafić w oczekiwania słuchaczy. W zasadzie dzisiaj Mura Masa ma już komfort artysty, który zyskał mocną pozycję w branży i nie musi brać udziału w wyścigu szczurówi. Po sukcesach albumów Mura Masa, R.Y.C. i Demon Time może pozwolić sobie na pełną wolność twórczą. SoundCloudowa samodzielność, która definiowała jego nastoletnie lata, wróciła teraz jako świadomy wybór.
W ramach trasy promującej Curve 1 artysta wystąpił 8 listopada w warszawskiej Progresji. Był to jedyny polski koncert na trasie. Crossan przyznawał, że intensywne trasy zostawiają niewiele przestrzeni na zwiedzanie, ale wizyta w Polsce była dla niego o tyle interesująca, że odbyła się w towarzystwie obecnego w ekipie polskiego fotografa. Po zakończeniu tournée planuje wrócić do studia. Jego historia to przykład tego, jak dostęp do internetu i technologii ukształtowały nowy model kariery w muzyce. Od nastoletnich eksperymentów na SoundCloudzie po albumy nominowane do Grammy, Crossan pozostał wierny idei twórczej wolności i nieustannego poszukiwania. Dziś, choć gra na największych scenach i współpracuje z globalnymi gwiazdami, wciąż sięga po te same emocje, które towarzyszyły mu w młodości: ciekawość, otwartość i potrzebę autentycznego kontaktu z ludźmi. Dzięki temu jego muzyka (niezależnie od tego, czy powstaje na parkiecie klubu, czy w zaciszu domowego studia) pozostaje jednym z najciekawszych głosów swojego pokolenia.