Aravani Art Project, JA/MY, 2020, mural, Mahim (E) Art, District, Mumbaj. Fot. Pranav Gohil.
Aravani Art Project, JA/MY, 2020, mural, Mahim (E) Art, District, Mumbaj. Fot. Pranav Gohil.
Kultura i Sztuka

O niespełnionej narracji w najnowszej retrospektywie ,,Zachęty”

Narodowa Galeria Sztuki „Zachęta” co pewien czas, starając się urozmaicić oraz zdywersyfikować swoją działalność, organizuje wystawy o retrospektywnym charakterze. W założeniu mają przypomnieć publiczności o jakimś zapomnianym, acz interesującym epizodzie polskiej działalności artystycznej XX wieku.

Dla przykładu, w drugim kwartale bieżącego roku, otwarto ekspozycję „Poza scenariuszem. Warsztat Formy Filmowej”. Upamiętniała i przedstawiała ona z perspektywy czasu dokonania grupy studentów i absolwentów łódzkiej „filmówki”, którzy sprzeciwiali się jej podejściu do kinematografii. Grupa ta działała w latach 70-tych i należeli do niej tacy twórcy jak Krzysztof Krauze, czy Marek Koterski. Można powiedzieć, iż „Zachęta” idzie za ciosem, otwierając 17 października wystawę „O czym wspólnie marzymy? Globalne związki – porzucone przyjaźnie”. Kuratorzy przywołują kolejny, zakurzony zapomnieniem, rozdział w najnowszej historii sztuki polskiej. Jest nim współpraca międzynarodowa Centralnego Biura Wystaw Artystycznych (dzisiejszej „Zachęty”) z państwami tak zwanego „globalnego południa”, bądź „globalnej większości”. Pod tymi terminami kryją się takie kraje, jak Nigeria, Meksyk, czy Indie. W założeniu, jak wynika z tekstu kuratorskiego, ekspozycja jest wynikiem refleksji artystów nad siecią połączeń artystycznych wczoraj i dziś. Twórcy zadają sobie pytanie o rolę, jaką w tym wszystkim odgrywać ma współczesna instytucja kultury oraz jak wygląda Polska w kontekście coraz większego zróżnicowania etnicznego, zarówno w kraju jak i w reszcie Europy. Warto również dodać, iż znaczna część eksponowanych dzieł zostało wykonanych specjalnie na tę wystawę.

Tyle kuratorzy. Jak to wszystko wygląda w praktyce? Całość można nieformalnie podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to trzy sale, bardziej statyczne, kojarzące się z typową formą wystawiennictwa. Drugą część, w liczbie czterech pomieszczeń, scharakteryzować można jako zawierającą w sobie instalacje bardziej rozbudowane, zawłaszczające więcej przestrzeni, a także uwagi widza. Zabieg podzielenia w ten sposób ekspozycji należy uznać za trafny. Dzięki niemu wystawa staje się bardziej dynamiczna i nie dopada widza efekt znużenia. Prezentowane prace artystów są niezwykle zróżnicowane. Pokazano zarówno malarstwo w tradycyjnej formie, jak i tkaniny, instalacje, murale oraz video art. Oprócz prac współczesnych artystów zobaczyć możemy obiekty z wystaw poprzedniego stulecia, jak np. Obraz olejny Xaviera Guerrero, Stolica i półkolonie, który został zaprezentowany na „Wystawie Sztuki Meksykańskiej” w Zachęcie w 1955 roku. Trzeba przyznać, że przeszłość dosyć zręcznie miesza się tu z teraźniejszością, przynajmniej jeżeli chodzi o sposób ekspozycji dzieł. Zręczności za to zabrakło przy budowaniu spójnej i sensownej narracji całości. Głównym jej problemem jest fakt, iż opis kuratorski oraz cel, jaki sobie postawiono, mija się z tym, jakie prace zaprezentowali współcześni artyści. Przypomnijmy: „O czym wspólnie marzymy…” w założeniu miała być refleksją nad współpracą pomiędzy polskimi artystami, a „globalnym południem” oraz próbą odpowiedzi na pytanie jak scharakteryzować funkcje współczesnej instytucji kultury. W szczególności brakowało tego ostatniego elementu. Twórcy jakby w pełni nie zrozumieli założeń kuratorów. Zamiast próby przedstawienia wizji, dajmy na to, współczesnej instytucji kultury o ambicjach międzynarodowych, otrzymujemy tematy związane z mniejszościami seksualnymi, kwestią nielegalnej migracji, zamkniętej granicy polsko-białoruskiej, czy opresyjnością systemów totalitarnych.

Jednak najbardziej rażącym odejściem od głównego tematu jest video art Alicji Rogalskiej – zapis „uczty metabolicznej”, gdzie bohaterowie biesiadują przy stole zastawionym  substancjami symbolizującymi paliwa kopalne. Ta scena odbywać się ma w przyszłości,  gdzie ludzkość przeniosła się wyłącznie na odnawialne źródła energii. Abstrahując od wyjątkowo osobliwej koncepcji dzieła – jaki to ma związek z głównym problemem wystawy? Nie znajdziemy za to przedstawienia jakiejś koncepcji sposobu przybliżenia wyglądu obcych i dalekich nam kultur. Nie było również refleksji nad komunikacją w tej sferze kiedyś i porównania jej ze współczesnością, czy chociażby postawienia sobie pytania: jak media społecznościowe wpłynęły na odbiór innych państw i ich obywateli? Tych tematów na wystawie niestety nie uświadczymy. Szkoda, gdyż część prac, zarówno tych dawnych, jak i wykonanych z myślą o omawianej ekspozycji była naprawdę niezła. Ukazanie ich w innym kontekście z pewnością wydobyłoby z nich znacznie więcej potencjału. Miejmy nadzieję, że temat historii kontaktów artystycznych pomiędzy Polską, a „globalnym południem” doczeka się jeszcze wystawy odpowiednio wyczerpującej ten interesujący wątek polskiej działalności kulturalnej. Jestem przekonany, że zarówno kuratorzy, jak i artyści, którzy partycypowali w tym projekcie są w stanie stworzyć coś bardziej konstruktywnego. 

Czytaj więcej